Pamiętasz kiedy ostatnio jadłeś/jadłaś takie naprawdę dobre placki ziemniaczane?
Kiedy ostatnio byłeś/byłaś na urlopie za granicą?
Ostatnie zakupy w internecie?
A kiedy ostatnio powiedziałeś „kocham”?

Są różne ostatnie razy. Czasem ważne, a czasem zupełnie nieistotne. Niektóre zapadają nam w pamięć na zawsze, a o niektórych nie pamiętamy w ogóle. Są takie, które sobie notujemy, by nie umknęły (jak np. ostatnia wizyta u dentysty) i takie, które chcielibyśmy wymazać z życiorysu. Są ostatnie razy, których żałujemy i takie, które wspominamy z nostalgią, świadome i nieuświadomione, piękne i straszne…

Zwykle to, co nazywamy ostatnim razem nie jest nim w sensie ścisłym. Poprzednim co najwyżej. Bo jeszcze wiele takich razów przed nami (daj Bóg). Ostatnia wywiadówka w szkole syna, ostatnia miesiączka, ostatnia przeczytana książka, ostatni dłuższy urlop, ostatnia kłótnia z siostrą, ostatni rachunek za prąd, ostatni post na blogu… Jeśli dziś lub jutro nie potrąci nas tramwaj, to jeszcze wiele rachunków przyjdzie nam zapłacić i wiele ostatnich razów zmieni się w przedostatni, w przed-przedostatni i w przed-przed-przedostatni…

Pierwszy raz to co innego – tu sprawa jest prosta, jednoznaczna i nie do przeoczenia. Wcześniej takiej sytuacji nie było i już. A z ostatnim razem to bardziej skomplikowane – czy to istotnie był raz ostatni, a może tylko przedostatni? Czy aby jego ostateczność w ogóle zbyt wcześnie została ogłoszona i nastąpi jeszcze szereg powtórek?

Oczywiście jest mnóstwo przypadków, gdy ostateczność jest łatwa do stwierdzenia, a wręcz do przewidzenia. Ostatni mleczny ząb. Ostatni egzamin w sesji. Ostatni dzień tego roku (sylwester! Świętujmy!). Ostatni wieczorny autobus. Ostatni dzień w pracy po złożeniu wypowiedzenia. Ostatnia noc przed ślubem (a po niej pierwsza poślubna 😉 ).
Nie zawsze jednak „ostatni raz” jest dla nas tak oczywisty. Czasem dopiero po latach przychodzi refleksja, a nie rzadko pozostajemy w nieświadomości aż do śmierci, która dopiero przybija niezmywalny stempel „ostatni raz”.

Gdy dowiadujemy się o śmierci kogoś znajomego, zwykle nasze myśli same wędrują do naszego ostatniego spotkania. „Widziałem go na Wielkanoc, taki dziarski i roześmiany, miał tyle planów, kto by pomyślał, że nie dożyje jesieni?” Czasem rodzi to wyrzuty sumienia – „gdybym wiedział, że to ostatni raz…” Nagle codzienne sytuacje nabierają innego wymiaru, bo okazują się ostatnimi – nie można już nic dodać, zmienić, ani dopisać post scriptum…

Ale przecież nie zawsze ostatni raz oznacza smutek, ból rozstania i bezsilność. Czasem to ulga, radość i wolność. Ostatnia chemioterapia. Ostatni papieros. Ostatni dzień w pracy przed wyczekiwanym urlopem. Ostatnie zdanie pisanej długo książki.

Są też ostatnie razy, na które czekamy, o które się modlimy i… które sobie wmawiamy. „Ostatni raz mnie uderzyłeś. Jeśli to się powtórzy, składam pozew o rozwód!” A potem jest kolejny i kolejny i kolejny „ostatni raz”… Wybaczamy kolejne zdrady, kolejne krzywdy… wmawiając sobie, że tym razem to już na pewno zdarzyło się po raz ostatni. Ostatni!

Czy gdyby dana nam była wiedza, że coś dzieje się właśnie po raz ostatni w naszym życiu, bardziej celebrowalibyśmy tę chwilę, przeżywali ją świadomiej i uważniej? Zapewne tak. Bo choć teoretycznie wszyscy wiemy, że dzień dzisiejszy może być naszym ostatnim, to w praktyce o tym nie pamiętamy, świadomie czy podświadomie nastawiając się na długą jeszcze egzystencję.

śmierć

„Czy spisanie ostatnich wyrazistych wydarzeń z mojego życia jakoś uporządkuje sytuację? Zależy jakich wydarzeń, obojętnie zresztą jakich – zbyt wiele ich nie było.
1) Ostatni krajobraz. 2) Ostatnia rozmowa. 3) Ostatnia zapisana strona. 4) Ostatnia przechodząca laska. 5) Ostatni mejl i ostatni esemes. 6) Ostatni zamiar zrealizowany i niezrealizowany. 7) Ostatni szlafrok zsuwający się z ramion. 8) Ostatnia furia, jaka mnie ogarnęła. 9) Ostatnia rzecz, którą zrobiłem i ostatnia, której nie zdążyłem zrobić. (…) Skąd żywy człowiek, któremu coś się wydarzyło, ma wiedzieć, że wydarzyło się to ostatni raz? Takie rzeczy tylko nieboszczycy wiedzą.”
/Jerzy Pilch – „Żywego ducha”/

A jaki ostatni raz Wam najbardziej zapadł w pamięć albo którego się obawiacie, że niedługo nastąpi?…

Reklamy